Chwilowo zawieszam bloga. Nie martwcie się, kiedyś dodam nowy rozdział xD
Paula ;*
Love is the triumph of imagination over intelligence.
piątek, 22 marca 2013
czwartek, 14 marca 2013
Rozdział 3
Włączyłam radio i jechałam tak gdzieś około godzinki. Plaża była daleko, ale warto tam pojechać! Rozłożyłam się blisko wody, zdjęłam sukienkę i od razu poszłam pływać. Żabka, kraul, motylek... Później dryfowałam na wodzie na plecahc. Ahh.... Co za wspaniały dzień! Jak ja uwielbiam Londyn. Po paru minutach, wymęczona ległam na ręcznik. Suszyłam się w promieniach słońca. Po chwili usiadłam i zaczęłam się rozglądać. Dużo ludzi się opalało, jeszcze więcej pluskało w wodzie, a parę osób grało w siatkówkę. Postanowiłam do nich podejść.
- Przepraszam - zaczepiłam chłopaka stojącego do mnie tyłem - Mogę się dołączyć?
Odwrócił się do mnie. "Ho ho ho przystojny brunet" - pomyślałam rozbawiona. Na mój widok uśmiechnął się szeroko.
- No jasne - odparł.
- Jestem Alice - przedstawiłam się.
- Logan. To Maya, Seth, Cassie, Michael, Raven i Emmett - przedstawił pozostałych graczy.
- Miło mi - pomachałam im z uśmiechem. Trafiłam do drużyny Seth'a razem z Loganem i Mayą. Zaczęliśmy grać. Na początku przegrywaliśmy 8 : 2, ale potem wyszliśmy na prowadzenie. Końcowy wynik ogłosił nasze zwycięstwo - 16 : 10. Chcieliśmy uczcić to z drużyną, idąc na shake'a. Nasza konkurencje musiała już iść, mieli własne sprawy albo po prostu chcieli opłakać przegraną. Żartowałam. Wiem, wiem, strzelam niezłe suchary ( xD ). Cassie jest z Michaelem, a Raven z Emmettem, więc chcieli iść na podwójną randkę. Poszłam po swoje rezczy, ubrałam sukienkę i wróciłam do nich. Pożegnałam się z parkami i poszliśmy z resztą do najbliższej lodziarni. Zamowiliśmy shake i usiedliśmy przy wolnym stoliku.
- Logan, skądś cię kojarzę - zwróciłam się do chłopaka - Czy nie pracujesz w braży muzycznej czy coś w tym stylu?
Ku mojemu zaskoczeniu, roześmiał się.
- Powiedziałam coś nie tak?
- Nie, wręcz przeciwnie - odparł, nadal się śmiejąc - Należę do zespołu Big Time Rush.
- Poważnie? - zszokował mnie - I nie jesteś pozbawioną mózgu małpą?
- Nie... - nie wiedział o co mi chodzi.
- Mój wujek, Paul Higgins.... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- TEN Paul Higgins?! To jeden z najlepszych managerów! O rety...
- Tak, ten. To mój wujek. Ale wróćmy do tematu. Paul zawsze przedstawiał mi gwiazdunie pozbawione rozumu typu The Wanted itp.
- Więc myślałaś, że wszyscy tacy są?
- Zgadza się. No cóż, skoro 30 na 30 osób, które przedstawił mi wujek okazało się tępymi próżniakami, to można tak pomyśleć.
- W sumie... - wzruszył ramionami. Przyszły nasze zamówienia. Upiłam trochę waniliowego shake'a i znowu zwróciłam się do Logana.
- Z tego co wiem, nie jesteś sam w zespole. Gdzie reszta kumpli?
- Mamy teraz trochę wolnego, więc przyjechałem do przyjaciół, odprężyć się. Chłopcy pojechali do rodzinnych domów, ja przyleciałem tutaj z Seth'em i Mayą. Reszte poznaliśmy niedawno - wyjaśnił - A ty co tu robisz?
- Przejechałam, a raczej przeprowadziłam się parę dni temu do wujka, chciałam wyrwać się z Toronto. Tu są lepsze warunki naukowe, mogę w większym stopniu rozwijać też swoje pasje i usamodzielnić się. Ten stary burak nie pozwala mi pracować, ale jego zdanie mam w nosie, przecież nie będę utrzymywac się z jego pensji jak rozkapryszona księżniczka! No i nie będę mieszkać u niego wiecznie, muszę pracować. Obecnie szukam ofert - oznajmiłam. Pogadaliśmy jeszcze z godzinkę, wymieniłam się z nimi numerami i poszliśmy w kierunku plaży. Mieliśmy na parkingu samochody. Na widok mojego uata chłopcy gwizdnęli z uznaniem.
- Ale bryka... - westchnął Seth.
- Ważne, że jeździ - zaśmiałam się, pomachałam im, wsiadłam do samochodu i pojechałam w kierunku domu. Słońce powoli zachodziło, a mi burczało z głodu w brzuchu. Przecież shakiem nie idzie się zajeść. Wjechałam do garażu i już przy wejściu usłyszałam krzyki. Szybko weszłam do salonu. Lexi kłóciła się z jakimś facetem.
- Tak sobie po prostu przyjeżdżasz?! Nie rozumiesz, że to koniec?! Daj mi spokój! - wrzeszczała.
- Będziesz żałować szmato - warknął koleś, odwrócił się napięcie, odepchnął mnie na bok, bo stałam na przejściu i wyszedł, trzaskając drzwiami. Lexi upadła na kanapę i ukryła twarz w dłoniach. drgania jej ramion świadczyły o tym, że płacze, bezgłośnie. Usiadłam obok i przytuliłam ją mocno. Czekałam, aż się uspokoi. Może nie jest taką wredną jędzą, może ma uczucia? Może zachowywała się tak, bo nie wiedziała czy mi zaufać? Nie wiem... Wreszcie uspokoiła się i odsunęła ode mnie. Otarła łzy, chwycił chusteczkę i wydmuchała nos.
- Chcesz o tym pogadać? - spytałam łągodnie. Pokręciła głową.
- Nie mamy o czym - ucięła, wstała i poszła do siebie, do pokoju. Nie to nie, łaski bez. Prychnęłam i poszłam do kuchni. zrobiłam sobie lasagne i zjadłam ze smakiem. Później przebrałam się w piżamę i zasiadłam na kanapie, przed telewizorem z miską popcornu w ręce. Włączyłam "The Ring" i zaczęłam wpierdzielać żarełko. Miałam maraton z Samarą, uwielbiałam ten horror! Szkoda, że są tylko dwie części. Po filmach, odłożyłam miskę do zmywarki i poszłam się położyć. Po chwili odpłynęłam w krainę snów.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem, spaliłam ten rozdział :/ Nie bijcie!
Przepraszam,
Paula ;*
PS : Komentujcie!
środa, 13 marca 2013
Rozdział 2
Staruszek siedział w salonie, oglądał ( czy ja oślepłam ?! ) taniec na lodzie. Okey, są różne dziwactwa...
- W twoim wieku... - zdobyłam się na komentarz.
- Weź wyjdź. Dostałem przed chwilą telefon ze studia, muszę wyjechać na 3 dni. Wytrzymasz?
- Muszę - westchnęłam - Chociaż ogladanie napuszonej buźki Lexi to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę.
- Słyszałam - usłyszałam głos modeleczki, dobiegający ze strony schodów. Spojrzałam na nią i ujrzałam uśmiech. Żartuję. To by było za dużo. Uśmiech i zdanie to nie w jej stylu. Takie wyczyny to nie dla niej. Chyba koniec świata by nastąpił. Albo przeciążył jej mózg i piiiip. Gleba. Czekaj, czekaj... Mózg?! Haha, dobry żart, się uśmiałam. Lexi i mózg to jak Paul i stały związek. Impossible.
- Dobra, to ja jasę - wytrącił mnie z zamyślenia głos wujcia.
- Już? Teraz? - zdziwiłam się.
- niestety. Bawcie się dobrze - wstał i ucałował mnie w czoło.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam. Puścił mi oczko, pomachał pustakowi i wyszedł z torbą podróżną w ręce. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie i Lexi kanapki. Zaczęła wychwalać mnie wniebogłosy, komplementując. Żartuje. Znowu. Zjadła kanapkę ze skwaszoną miną, jakby nie wiem co jadła, surowe, spleśniałe mięso. Później wstała i wyszła z domu, bez słowa. W sumie to super, mam chatę dla siebie! Nie muszę jej widzieć, spełnienie marzeń! Zadzwoniłam do Jacob'a, zdałam raport, umyłam się, ubrałam w piżamę i położyłam do łóżka. Za miękkie i za duże, ale jakoś zasnęłam. Obudziłam się o 6. Cóż, to moja normalna pora wstawania!Ubrałam się i zeszłam na dół. Zjadłam kanapkę i zajrzałam do pokoju Lexi. Była, odsypiała szaloną noc. Nie chce wiedzieć w jaki sposób 'szaloną'. Wyszłam z dołu, załozyłam słuchawki i pobiegłam do parku. W domu prawie codziennie rano biegałam, dla dobrej sylwetki i odprężenia. Puściłam Oleander - Never Again. Prz tej piosence dobrze mi się biegało. Mimo wczesnej pory już widziałam kręcących się na ulicach ludzi. Jedni po zakupy, jedni do pracy, jeszcze inni pozaprowadzać dzieci do szkoły. Przebiegłam koło studia tanecznego i zatrzymałam się. Wrzuciłam na wsteczny i zerknęłam na nazwę :
- W twoim wieku... - zdobyłam się na komentarz.
- Weź wyjdź. Dostałem przed chwilą telefon ze studia, muszę wyjechać na 3 dni. Wytrzymasz?
- Muszę - westchnęłam - Chociaż ogladanie napuszonej buźki Lexi to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę.
- Słyszałam - usłyszałam głos modeleczki, dobiegający ze strony schodów. Spojrzałam na nią i ujrzałam uśmiech. Żartuję. To by było za dużo. Uśmiech i zdanie to nie w jej stylu. Takie wyczyny to nie dla niej. Chyba koniec świata by nastąpił. Albo przeciążył jej mózg i piiiip. Gleba. Czekaj, czekaj... Mózg?! Haha, dobry żart, się uśmiałam. Lexi i mózg to jak Paul i stały związek. Impossible.
- Dobra, to ja jasę - wytrącił mnie z zamyślenia głos wujcia.
- Już? Teraz? - zdziwiłam się.
- niestety. Bawcie się dobrze - wstał i ucałował mnie w czoło.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam. Puścił mi oczko, pomachał pustakowi i wyszedł z torbą podróżną w ręce. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie i Lexi kanapki. Zaczęła wychwalać mnie wniebogłosy, komplementując. Żartuje. Znowu. Zjadła kanapkę ze skwaszoną miną, jakby nie wiem co jadła, surowe, spleśniałe mięso. Później wstała i wyszła z domu, bez słowa. W sumie to super, mam chatę dla siebie! Nie muszę jej widzieć, spełnienie marzeń! Zadzwoniłam do Jacob'a, zdałam raport, umyłam się, ubrałam w piżamę i położyłam do łóżka. Za miękkie i za duże, ale jakoś zasnęłam. Obudziłam się o 6. Cóż, to moja normalna pora wstawania!Ubrałam się i zeszłam na dół. Zjadłam kanapkę i zajrzałam do pokoju Lexi. Była, odsypiała szaloną noc. Nie chce wiedzieć w jaki sposób 'szaloną'. Wyszłam z dołu, załozyłam słuchawki i pobiegłam do parku. W domu prawie codziennie rano biegałam, dla dobrej sylwetki i odprężenia. Puściłam Oleander - Never Again. Prz tej piosence dobrze mi się biegało. Mimo wczesnej pory już widziałam kręcących się na ulicach ludzi. Jedni po zakupy, jedni do pracy, jeszcze inni pozaprowadzać dzieci do szkoły. Przebiegłam koło studia tanecznego i zatrzymałam się. Wrzuciłam na wsteczny i zerknęłam na nazwę :
"Szkoła Taneczna Tristiana Harrisona"
Słyszałam o nim. Jeden z najlepszych tancerzy w Wielkiej Brytani. Chciałam pobiec dalej, ale coś mnie zatrzymywało. Spojrzałam tęsknym wzrokiem w stronę budynku. W toronto chodziłam na zajęcia tańca, sport to ogólnie moja pasja, ale taniec to coś więcej, coś niezwykłego. Wszystko znika i oddajesz się tylko muzyce, wszystkie problemy ida na bok. Przegryzłam wargę. A może by tak spróbować? Raz się żyje. Nic na tym nie stracę. Postanowiłam jutro przyjśc i się zapisać na lekcje. Co mam robić w Londynie, skoro wujek nie pozwala mi pracowac ( co ja tępie i trzymam się swojego zdania ), bo zawsze powtarza " To ja jestem facetem i ja powinien zarabiać, ty się nie męcz, kasy starczy na sługo" ? Przynajmniej będę rozwijąc swoje pasje, żeby nie urazić ego staruszka, że niby w niego nie wierzę. Chociaż i tak będę sie wykłócać. Teraz Justin Timberlake. Można się zastanawiac po co tu przyjechałam, czemu zostawiłam rodzinę. Może zabrzmi to głupia, ale zawsze chciałam wyrwać się z Toronto i usamodzielnić się. Jake i zawsze mnie rozpieszczali. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, ale kiedyś musiałam się wyprowadzić. Wujek w samą porę zaproponował mi przeprowadzkę do jego domu w Londynie. Przystałam na to z ochotą. Paul'a i tak często nie było po kilka dni w domu, więc mogłam poczuc się jakbym sama tu mieszkała. Gdy przyjeżdżałam tu na wakacje, cieszyłam się wolnością. Teraz jest podobnie, chociaż mieszka tu Lexi, ale tylko chwilowo, pewnie i tak często jej nie będzie, bo imprezy, sejse itp. W drodze powrotnej zahaczyłam o Milk Shake City. Kupiłam waniliowego shake'a i poszłam do domu. Słońce było już wysoko na niebie, przyjemnie grzało. Uniosłam głowę, zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się. Jejku, jak ja uwielbiałam słońce. W Londynie przyjechałam akurat na okres słoneczny, co rzadko sie tutaj zdarzało.
chyba pojadę dzisiaj na plażę. Mam prawo jazdy, więc jeżdzę wujka samochodem. Mu to nie przeszkadza i tak ma 3 auta. Jedno dla mnie, drugie dla niego, trzecie zapasowe i w razie przyjazdu Jacob'a. Paul jest moim ojcem chrzestnym. Jake to jego jedyny siostrzeniec, ale brat nie przyjeżdża do niego często, nie ma czasu, uczelnia, dziewczyna, praca... chociaż niekonieczne w tej kolejości. Ja narazie nie studiuję, jeszcze odkrywam to, co chce robić w życiu, Dziennikarstwo, taniec, śpiew, a może zawód adwokata? Trudny wybór. Za duzo pytań, za mało odpowiedzi. Dotarłam do domu. Lexi już nie spała, zalęgła na kanapie. Wyglądała na skacowaną i wymęczoną.
- Aspiryny? - spytałam.
- Mhm - jękneła. Poszłam do kuchni, wyjęłam tabletki, wróciłam do salonu i podałam jej. Połknęła szybko bez popijania. Chyba serio źle się czuła.
- Dzięki - powiedziała szczerze.
- Spoko - odparłam, usmiechnęłam się niepewnie i poszłam na górę. Ubrałam się i spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy do torby typu krem do opalania, ręcznik, rozpuściłam włosy i zeszłam na dół.
- Może chciałabyś jechać ze mną, na plaże? - odważyłam spytac o to Lexi.
- Nie, dzięki - odparła rozbawiona.
- Twoja strata - burknęłam. Wyszłam z domu i poszłam do garażu. Wsiadłam do mojego żółtego porsche ( wiem! Wujek nieźle zaszalał! ) i pojechałam w kierunku plaży.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka ;) Napisałam te oto wypociny, mam nadzieję, że się spodoba ;P Wiele rzeczy to fikcja, w końcu to opowiadanie :)
Pozdrawiam,
Paula ;*
chyba pojadę dzisiaj na plażę. Mam prawo jazdy, więc jeżdzę wujka samochodem. Mu to nie przeszkadza i tak ma 3 auta. Jedno dla mnie, drugie dla niego, trzecie zapasowe i w razie przyjazdu Jacob'a. Paul jest moim ojcem chrzestnym. Jake to jego jedyny siostrzeniec, ale brat nie przyjeżdża do niego często, nie ma czasu, uczelnia, dziewczyna, praca... chociaż niekonieczne w tej kolejości. Ja narazie nie studiuję, jeszcze odkrywam to, co chce robić w życiu, Dziennikarstwo, taniec, śpiew, a może zawód adwokata? Trudny wybór. Za duzo pytań, za mało odpowiedzi. Dotarłam do domu. Lexi już nie spała, zalęgła na kanapie. Wyglądała na skacowaną i wymęczoną.
- Aspiryny? - spytałam.
- Mhm - jękneła. Poszłam do kuchni, wyjęłam tabletki, wróciłam do salonu i podałam jej. Połknęła szybko bez popijania. Chyba serio źle się czuła.
- Dzięki - powiedziała szczerze.
- Spoko - odparłam, usmiechnęłam się niepewnie i poszłam na górę. Ubrałam się i spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy do torby typu krem do opalania, ręcznik, rozpuściłam włosy i zeszłam na dół.
- Może chciałabyś jechać ze mną, na plaże? - odważyłam spytac o to Lexi.
- Nie, dzięki - odparła rozbawiona.
- Twoja strata - burknęłam. Wyszłam z domu i poszłam do garażu. Wsiadłam do mojego żółtego porsche ( wiem! Wujek nieźle zaszalał! ) i pojechałam w kierunku plaży.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka ;) Napisałam te oto wypociny, mam nadzieję, że się spodoba ;P Wiele rzeczy to fikcja, w końcu to opowiadanie :)
Pozdrawiam,
Paula ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)