Chwilowo zawieszam bloga. Nie martwcie się, kiedyś dodam nowy rozdział xD
Paula ;*
piątek, 22 marca 2013
czwartek, 14 marca 2013
Rozdział 3
Włączyłam radio i jechałam tak gdzieś około godzinki. Plaża była daleko, ale warto tam pojechać! Rozłożyłam się blisko wody, zdjęłam sukienkę i od razu poszłam pływać. Żabka, kraul, motylek... Później dryfowałam na wodzie na plecahc. Ahh.... Co za wspaniały dzień! Jak ja uwielbiam Londyn. Po paru minutach, wymęczona ległam na ręcznik. Suszyłam się w promieniach słońca. Po chwili usiadłam i zaczęłam się rozglądać. Dużo ludzi się opalało, jeszcze więcej pluskało w wodzie, a parę osób grało w siatkówkę. Postanowiłam do nich podejść.
- Przepraszam - zaczepiłam chłopaka stojącego do mnie tyłem - Mogę się dołączyć?
Odwrócił się do mnie. "Ho ho ho przystojny brunet" - pomyślałam rozbawiona. Na mój widok uśmiechnął się szeroko.
- No jasne - odparł.
- Jestem Alice - przedstawiłam się.
- Logan. To Maya, Seth, Cassie, Michael, Raven i Emmett - przedstawił pozostałych graczy.
- Miło mi - pomachałam im z uśmiechem. Trafiłam do drużyny Seth'a razem z Loganem i Mayą. Zaczęliśmy grać. Na początku przegrywaliśmy 8 : 2, ale potem wyszliśmy na prowadzenie. Końcowy wynik ogłosił nasze zwycięstwo - 16 : 10. Chcieliśmy uczcić to z drużyną, idąc na shake'a. Nasza konkurencje musiała już iść, mieli własne sprawy albo po prostu chcieli opłakać przegraną. Żartowałam. Wiem, wiem, strzelam niezłe suchary ( xD ). Cassie jest z Michaelem, a Raven z Emmettem, więc chcieli iść na podwójną randkę. Poszłam po swoje rezczy, ubrałam sukienkę i wróciłam do nich. Pożegnałam się z parkami i poszliśmy z resztą do najbliższej lodziarni. Zamowiliśmy shake i usiedliśmy przy wolnym stoliku.
- Logan, skądś cię kojarzę - zwróciłam się do chłopaka - Czy nie pracujesz w braży muzycznej czy coś w tym stylu?
Ku mojemu zaskoczeniu, roześmiał się.
- Powiedziałam coś nie tak?
- Nie, wręcz przeciwnie - odparł, nadal się śmiejąc - Należę do zespołu Big Time Rush.
- Poważnie? - zszokował mnie - I nie jesteś pozbawioną mózgu małpą?
- Nie... - nie wiedział o co mi chodzi.
- Mój wujek, Paul Higgins.... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- TEN Paul Higgins?! To jeden z najlepszych managerów! O rety...
- Tak, ten. To mój wujek. Ale wróćmy do tematu. Paul zawsze przedstawiał mi gwiazdunie pozbawione rozumu typu The Wanted itp.
- Więc myślałaś, że wszyscy tacy są?
- Zgadza się. No cóż, skoro 30 na 30 osób, które przedstawił mi wujek okazało się tępymi próżniakami, to można tak pomyśleć.
- W sumie... - wzruszył ramionami. Przyszły nasze zamówienia. Upiłam trochę waniliowego shake'a i znowu zwróciłam się do Logana.
- Z tego co wiem, nie jesteś sam w zespole. Gdzie reszta kumpli?
- Mamy teraz trochę wolnego, więc przyjechałem do przyjaciół, odprężyć się. Chłopcy pojechali do rodzinnych domów, ja przyleciałem tutaj z Seth'em i Mayą. Reszte poznaliśmy niedawno - wyjaśnił - A ty co tu robisz?
- Przejechałam, a raczej przeprowadziłam się parę dni temu do wujka, chciałam wyrwać się z Toronto. Tu są lepsze warunki naukowe, mogę w większym stopniu rozwijać też swoje pasje i usamodzielnić się. Ten stary burak nie pozwala mi pracować, ale jego zdanie mam w nosie, przecież nie będę utrzymywac się z jego pensji jak rozkapryszona księżniczka! No i nie będę mieszkać u niego wiecznie, muszę pracować. Obecnie szukam ofert - oznajmiłam. Pogadaliśmy jeszcze z godzinkę, wymieniłam się z nimi numerami i poszliśmy w kierunku plaży. Mieliśmy na parkingu samochody. Na widok mojego uata chłopcy gwizdnęli z uznaniem.
- Ale bryka... - westchnął Seth.
- Ważne, że jeździ - zaśmiałam się, pomachałam im, wsiadłam do samochodu i pojechałam w kierunku domu. Słońce powoli zachodziło, a mi burczało z głodu w brzuchu. Przecież shakiem nie idzie się zajeść. Wjechałam do garażu i już przy wejściu usłyszałam krzyki. Szybko weszłam do salonu. Lexi kłóciła się z jakimś facetem.
- Tak sobie po prostu przyjeżdżasz?! Nie rozumiesz, że to koniec?! Daj mi spokój! - wrzeszczała.
- Będziesz żałować szmato - warknął koleś, odwrócił się napięcie, odepchnął mnie na bok, bo stałam na przejściu i wyszedł, trzaskając drzwiami. Lexi upadła na kanapę i ukryła twarz w dłoniach. drgania jej ramion świadczyły o tym, że płacze, bezgłośnie. Usiadłam obok i przytuliłam ją mocno. Czekałam, aż się uspokoi. Może nie jest taką wredną jędzą, może ma uczucia? Może zachowywała się tak, bo nie wiedziała czy mi zaufać? Nie wiem... Wreszcie uspokoiła się i odsunęła ode mnie. Otarła łzy, chwycił chusteczkę i wydmuchała nos.
- Chcesz o tym pogadać? - spytałam łągodnie. Pokręciła głową.
- Nie mamy o czym - ucięła, wstała i poszła do siebie, do pokoju. Nie to nie, łaski bez. Prychnęłam i poszłam do kuchni. zrobiłam sobie lasagne i zjadłam ze smakiem. Później przebrałam się w piżamę i zasiadłam na kanapie, przed telewizorem z miską popcornu w ręce. Włączyłam "The Ring" i zaczęłam wpierdzielać żarełko. Miałam maraton z Samarą, uwielbiałam ten horror! Szkoda, że są tylko dwie części. Po filmach, odłożyłam miskę do zmywarki i poszłam się położyć. Po chwili odpłynęłam w krainę snów.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem, spaliłam ten rozdział :/ Nie bijcie!
Przepraszam,
Paula ;*
PS : Komentujcie!
środa, 13 marca 2013
Rozdział 2
Staruszek siedział w salonie, oglądał ( czy ja oślepłam ?! ) taniec na lodzie. Okey, są różne dziwactwa...
- W twoim wieku... - zdobyłam się na komentarz.
- Weź wyjdź. Dostałem przed chwilą telefon ze studia, muszę wyjechać na 3 dni. Wytrzymasz?
- Muszę - westchnęłam - Chociaż ogladanie napuszonej buźki Lexi to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę.
- Słyszałam - usłyszałam głos modeleczki, dobiegający ze strony schodów. Spojrzałam na nią i ujrzałam uśmiech. Żartuję. To by było za dużo. Uśmiech i zdanie to nie w jej stylu. Takie wyczyny to nie dla niej. Chyba koniec świata by nastąpił. Albo przeciążył jej mózg i piiiip. Gleba. Czekaj, czekaj... Mózg?! Haha, dobry żart, się uśmiałam. Lexi i mózg to jak Paul i stały związek. Impossible.
- Dobra, to ja jasę - wytrącił mnie z zamyślenia głos wujcia.
- Już? Teraz? - zdziwiłam się.
- niestety. Bawcie się dobrze - wstał i ucałował mnie w czoło.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam. Puścił mi oczko, pomachał pustakowi i wyszedł z torbą podróżną w ręce. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie i Lexi kanapki. Zaczęła wychwalać mnie wniebogłosy, komplementując. Żartuje. Znowu. Zjadła kanapkę ze skwaszoną miną, jakby nie wiem co jadła, surowe, spleśniałe mięso. Później wstała i wyszła z domu, bez słowa. W sumie to super, mam chatę dla siebie! Nie muszę jej widzieć, spełnienie marzeń! Zadzwoniłam do Jacob'a, zdałam raport, umyłam się, ubrałam w piżamę i położyłam do łóżka. Za miękkie i za duże, ale jakoś zasnęłam. Obudziłam się o 6. Cóż, to moja normalna pora wstawania!Ubrałam się i zeszłam na dół. Zjadłam kanapkę i zajrzałam do pokoju Lexi. Była, odsypiała szaloną noc. Nie chce wiedzieć w jaki sposób 'szaloną'. Wyszłam z dołu, załozyłam słuchawki i pobiegłam do parku. W domu prawie codziennie rano biegałam, dla dobrej sylwetki i odprężenia. Puściłam Oleander - Never Again. Prz tej piosence dobrze mi się biegało. Mimo wczesnej pory już widziałam kręcących się na ulicach ludzi. Jedni po zakupy, jedni do pracy, jeszcze inni pozaprowadzać dzieci do szkoły. Przebiegłam koło studia tanecznego i zatrzymałam się. Wrzuciłam na wsteczny i zerknęłam na nazwę :
- W twoim wieku... - zdobyłam się na komentarz.
- Weź wyjdź. Dostałem przed chwilą telefon ze studia, muszę wyjechać na 3 dni. Wytrzymasz?
- Muszę - westchnęłam - Chociaż ogladanie napuszonej buźki Lexi to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę.
- Słyszałam - usłyszałam głos modeleczki, dobiegający ze strony schodów. Spojrzałam na nią i ujrzałam uśmiech. Żartuję. To by było za dużo. Uśmiech i zdanie to nie w jej stylu. Takie wyczyny to nie dla niej. Chyba koniec świata by nastąpił. Albo przeciążył jej mózg i piiiip. Gleba. Czekaj, czekaj... Mózg?! Haha, dobry żart, się uśmiałam. Lexi i mózg to jak Paul i stały związek. Impossible.
- Dobra, to ja jasę - wytrącił mnie z zamyślenia głos wujcia.
- Już? Teraz? - zdziwiłam się.
- niestety. Bawcie się dobrze - wstał i ucałował mnie w czoło.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam. Puścił mi oczko, pomachał pustakowi i wyszedł z torbą podróżną w ręce. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie i Lexi kanapki. Zaczęła wychwalać mnie wniebogłosy, komplementując. Żartuje. Znowu. Zjadła kanapkę ze skwaszoną miną, jakby nie wiem co jadła, surowe, spleśniałe mięso. Później wstała i wyszła z domu, bez słowa. W sumie to super, mam chatę dla siebie! Nie muszę jej widzieć, spełnienie marzeń! Zadzwoniłam do Jacob'a, zdałam raport, umyłam się, ubrałam w piżamę i położyłam do łóżka. Za miękkie i za duże, ale jakoś zasnęłam. Obudziłam się o 6. Cóż, to moja normalna pora wstawania!Ubrałam się i zeszłam na dół. Zjadłam kanapkę i zajrzałam do pokoju Lexi. Była, odsypiała szaloną noc. Nie chce wiedzieć w jaki sposób 'szaloną'. Wyszłam z dołu, załozyłam słuchawki i pobiegłam do parku. W domu prawie codziennie rano biegałam, dla dobrej sylwetki i odprężenia. Puściłam Oleander - Never Again. Prz tej piosence dobrze mi się biegało. Mimo wczesnej pory już widziałam kręcących się na ulicach ludzi. Jedni po zakupy, jedni do pracy, jeszcze inni pozaprowadzać dzieci do szkoły. Przebiegłam koło studia tanecznego i zatrzymałam się. Wrzuciłam na wsteczny i zerknęłam na nazwę :
"Szkoła Taneczna Tristiana Harrisona"
Słyszałam o nim. Jeden z najlepszych tancerzy w Wielkiej Brytani. Chciałam pobiec dalej, ale coś mnie zatrzymywało. Spojrzałam tęsknym wzrokiem w stronę budynku. W toronto chodziłam na zajęcia tańca, sport to ogólnie moja pasja, ale taniec to coś więcej, coś niezwykłego. Wszystko znika i oddajesz się tylko muzyce, wszystkie problemy ida na bok. Przegryzłam wargę. A może by tak spróbować? Raz się żyje. Nic na tym nie stracę. Postanowiłam jutro przyjśc i się zapisać na lekcje. Co mam robić w Londynie, skoro wujek nie pozwala mi pracowac ( co ja tępie i trzymam się swojego zdania ), bo zawsze powtarza " To ja jestem facetem i ja powinien zarabiać, ty się nie męcz, kasy starczy na sługo" ? Przynajmniej będę rozwijąc swoje pasje, żeby nie urazić ego staruszka, że niby w niego nie wierzę. Chociaż i tak będę sie wykłócać. Teraz Justin Timberlake. Można się zastanawiac po co tu przyjechałam, czemu zostawiłam rodzinę. Może zabrzmi to głupia, ale zawsze chciałam wyrwać się z Toronto i usamodzielnić się. Jake i zawsze mnie rozpieszczali. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, ale kiedyś musiałam się wyprowadzić. Wujek w samą porę zaproponował mi przeprowadzkę do jego domu w Londynie. Przystałam na to z ochotą. Paul'a i tak często nie było po kilka dni w domu, więc mogłam poczuc się jakbym sama tu mieszkała. Gdy przyjeżdżałam tu na wakacje, cieszyłam się wolnością. Teraz jest podobnie, chociaż mieszka tu Lexi, ale tylko chwilowo, pewnie i tak często jej nie będzie, bo imprezy, sejse itp. W drodze powrotnej zahaczyłam o Milk Shake City. Kupiłam waniliowego shake'a i poszłam do domu. Słońce było już wysoko na niebie, przyjemnie grzało. Uniosłam głowę, zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się. Jejku, jak ja uwielbiałam słońce. W Londynie przyjechałam akurat na okres słoneczny, co rzadko sie tutaj zdarzało.
chyba pojadę dzisiaj na plażę. Mam prawo jazdy, więc jeżdzę wujka samochodem. Mu to nie przeszkadza i tak ma 3 auta. Jedno dla mnie, drugie dla niego, trzecie zapasowe i w razie przyjazdu Jacob'a. Paul jest moim ojcem chrzestnym. Jake to jego jedyny siostrzeniec, ale brat nie przyjeżdża do niego często, nie ma czasu, uczelnia, dziewczyna, praca... chociaż niekonieczne w tej kolejości. Ja narazie nie studiuję, jeszcze odkrywam to, co chce robić w życiu, Dziennikarstwo, taniec, śpiew, a może zawód adwokata? Trudny wybór. Za duzo pytań, za mało odpowiedzi. Dotarłam do domu. Lexi już nie spała, zalęgła na kanapie. Wyglądała na skacowaną i wymęczoną.
- Aspiryny? - spytałam.
- Mhm - jękneła. Poszłam do kuchni, wyjęłam tabletki, wróciłam do salonu i podałam jej. Połknęła szybko bez popijania. Chyba serio źle się czuła.
- Dzięki - powiedziała szczerze.
- Spoko - odparłam, usmiechnęłam się niepewnie i poszłam na górę. Ubrałam się i spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy do torby typu krem do opalania, ręcznik, rozpuściłam włosy i zeszłam na dół.
- Może chciałabyś jechać ze mną, na plaże? - odważyłam spytac o to Lexi.
- Nie, dzięki - odparła rozbawiona.
- Twoja strata - burknęłam. Wyszłam z domu i poszłam do garażu. Wsiadłam do mojego żółtego porsche ( wiem! Wujek nieźle zaszalał! ) i pojechałam w kierunku plaży.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka ;) Napisałam te oto wypociny, mam nadzieję, że się spodoba ;P Wiele rzeczy to fikcja, w końcu to opowiadanie :)
Pozdrawiam,
Paula ;*
chyba pojadę dzisiaj na plażę. Mam prawo jazdy, więc jeżdzę wujka samochodem. Mu to nie przeszkadza i tak ma 3 auta. Jedno dla mnie, drugie dla niego, trzecie zapasowe i w razie przyjazdu Jacob'a. Paul jest moim ojcem chrzestnym. Jake to jego jedyny siostrzeniec, ale brat nie przyjeżdża do niego często, nie ma czasu, uczelnia, dziewczyna, praca... chociaż niekonieczne w tej kolejości. Ja narazie nie studiuję, jeszcze odkrywam to, co chce robić w życiu, Dziennikarstwo, taniec, śpiew, a może zawód adwokata? Trudny wybór. Za duzo pytań, za mało odpowiedzi. Dotarłam do domu. Lexi już nie spała, zalęgła na kanapie. Wyglądała na skacowaną i wymęczoną.
- Aspiryny? - spytałam.
- Mhm - jękneła. Poszłam do kuchni, wyjęłam tabletki, wróciłam do salonu i podałam jej. Połknęła szybko bez popijania. Chyba serio źle się czuła.
- Dzięki - powiedziała szczerze.
- Spoko - odparłam, usmiechnęłam się niepewnie i poszłam na górę. Ubrałam się i spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy do torby typu krem do opalania, ręcznik, rozpuściłam włosy i zeszłam na dół.
- Może chciałabyś jechać ze mną, na plaże? - odważyłam spytac o to Lexi.
- Nie, dzięki - odparła rozbawiona.
- Twoja strata - burknęłam. Wyszłam z domu i poszłam do garażu. Wsiadłam do mojego żółtego porsche ( wiem! Wujek nieźle zaszalał! ) i pojechałam w kierunku plaży.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka ;) Napisałam te oto wypociny, mam nadzieję, że się spodoba ;P Wiele rzeczy to fikcja, w końcu to opowiadanie :)
Pozdrawiam,
Paula ;*
poniedziałek, 11 marca 2013
Rozdział 1
"Alison"
- Pośpiesz się dziecie drogie! Nie mamy wieczności, a samolot na twój zacny tyłek nie będzie czekał! - krzyczał wujaszek z dołu.
- Już, już, nie gorączkuj się tak, mamy dużo czasu - zerknęłam na zegarek - O niebiosa! Pół godziny! - szybko wpakowałam byle jak reszte ciuchów do walizki i pognałam na dół. Pożegnanie z rodzinką, przytulas z bratem Jacob'em i galop sa samochodu. Potem 200 na godzinę, odprawa i już siedzę z wujkiem Paul'em w samolocie. Lecę z Toronto w Kanadzie do Londynu. Mój kochany wujek jest managerem ( Sorry, że przerywam lekturę, ale nie wiem czy pisze się manager, menager czy menadżer, wiec piszę według uznania xD ) idiotów, czyli gwiazd. Możecie uważać, że jestem surowa, albo coś w tym stylu, ale jakbyście poznali parę takich tepych gwiazduniek to przyznalibyśie mi rację. Kurczę, na zdjęciach wyorbieni na photo-shopie, a real to jak pół dupy zza krzaka! A zachowanie? Pożal się boże. Gdyby powiedzili coś mądrego, to chyba język by im się połamał, to by była bomba! Już widzę nagłówki"
"Szok! Mądre słowa z ust jakiejstam Katherine!"
Rozpoczęłaby się burza. Chyba przez miesiąc by o tym gadali.
- Musimy odebrać jeszcze z lotniska Lexi - poinformował mnie wujek, wytrącając z zamyślenia. Spojrzałam na niego. Co jak co, ale trzymał się nieźle. Krótkie czarne włosy, zielone oczy, szczupła, dość wysportowana sylwetka. Pomimo swoich 40 lat nie miał zmarszcek ani żadnych innych "mamicznych" oznaków starości. Chociaż tak uważałam, złośiłam go mówiąc na niego"staruszku" i waląc komentarze typu " Zaszalałes na starość" lub " W twoim wieku...". Nosił wygodne, modne ciuchy, omamiał laski o 20 lat młodsze i bum bum tss! Weekend i nowa dziewczyna! Cóż, na stare lata niech poszaleje... Czekaj, czekaj. Jaka Lexi?!
- He? - spojrzałam na Paul'a ( kazał mi mówić sobie po imieniu, by nie czuc się starym. Haha, dobre!) z typowym "WTF?" na twarzy. Zrobił facepalma.
- Aaa, no tak... Ty nic nie wiesz o Lexi...
- Bingo Einstein. Mam bić brawo?
- Oj już nie bądź taka sarkastyczna. Lexi to początkująca modelka, mam ją przyjąć chwilowa " pod swoje skrzydła" czyli pomieszka z nami, Rebecca mi poleciła.
- Nosz do jasnej ciasnej! czemu dowiaduje się wszytskiego po fakcie? I kim u licha jest ta Rebecca? - powoli sie irytowałam.
- Moja dziewczyna - oznajmił z dumą.
- Już nowa? Dopiero co była Monice!
- Nie pasowalismy do siebie.
- Gdzies to już słyszałam. Okey, fajnie, że informujesz mnie dopiero teraz WUJKU - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Błagam, tylko nie TymCzegoNieMożnaWymawiać.
- To jak Voldemorcie? Może dziadku? - wyszczerzyłam zęby w usmiechu.
- Paul, po prostu Paul!
- Za stary jesteś na zwracanie się do ciebie po imieniu wujaszku - droczyłam się z nim.
- Co za utrapienie z tymi dzieciakami! Matko Boska, ratuj - wzniósł oczy ku niebu. Zaśmiałam się i dałam mu sójkę w bok.
- Żartowałam staruszku. Wyluzuj - pokazałam mu język. Westchnął. Dałam mu spokój i postanowiłam zdrzemnąć. Obudził mnie krzykliwy głos - komunikat :
- Za dziesięć minut lądujemy, proszę zapiąc pasy!
No to teraz najgorsze. Lądowanie. Jak ja tego nienawidzę! Wysiadłam z ulgą z samolotu. Paul od razu zaczął poszukiwania modeleczki. Chyba naprawdę zależało mu na tej Rebecce! Znaleźliśmy Lexi z niezadowolona miną, wyglądała jakby kwas połknęła. Z mina księżniczki przywitała się z nami chłodno i wręczyła biednemu Paul'owi 3 wielkie, ciężke walizki i poszła przed siebie kręcac tyłkem z mała torebeczką, przewieszoną przez ramie. Tylko, żeby jej implanty nie wyleciały. Ruszyliśmy za nią, w kierunku postoju taksówek. Ja ledwo sobie radziłam ze swoimi 2 walizkami, a co dopiero Paul z bagażami Lexi! Jakoś doszliśmy i zamówiliśmy taxi. Wrzuciliśmy z ulgą walizki do bagaznika i usiedliśmy zadyszani w samochodzie. Po chwili stanęliśmy przed wielką villą z basenem. Wow - pomyślałam - Wujaszek zaszalał na starość! Lexi tten widok nie wzruszył. Przez całą drogę ani razu się nie uśmiechnęła. Jeju, chyba botoks jej sie wchłonął i zostanie z taka naburmuszoną miną na zawsze! Nie, żebym była złośliwa. Po prostu się martwię, jestem bardzo troskliwa. Taaa... Weszliśmy do wielkiego, kremowego salonu z ultranowoczesnymi gadżetami typu konsola do gier, kino domowe, maszyna do popcornu. Na górze z 10 pokoi, w każdym łazienka i wspólne wejście na balkon. Jedym słowem - zajebiście! Ale serio, nie wiem po co wujaszkowi taka wielka chata, skoro mieszkał w niej sam. Nie mam się do czego przyczepic, mi takie cos odpowiada i dobrze, że Paul kupił taką chałupkę! Dostałam ( o zgrozo! ) blado - różowy pokój z wielkim, miękkim łóżkiem z baldachimem i innymi takimi "barbiowatymi" rzeczami. Przy najbliższej okazji walnę trochę beżu, brązowy, coś wyrazistego, a nie "róż". Brr... Ohyda. Nie jestem żadną księzniczką, barbie, pustakiem ( i nie chodzi tu o cegło-podobne coś ) by się takim pokojem zachwycić. Rozpakowałam się i zeszłam na dół.
-------------------------------------------------------------------------------
Nie będzie prologu, bo po prostu nie mam pomysłu i nie chce mi się pisać xD Mam nadzieję, że się podobało :) Komentujcie, to bardzo podbudowuje na duchu ( jeśli jest coś miłego xD ).
Pozdrawiam,
Paula ;*
niedziela, 10 marca 2013
Bohaterowie
Alison Grey ( 18 l. ) - młoda, szalona dziewczyna z wielkimi marzeniami. Jej pasją jest sport i wszystko z nim związane. Uwielbia tańczyć i biegać. Ma zwariowaną rodzinkę, na której zawsze może polegać. Jest sympatyczna i pomocna, ale jak przyjdzie co do czego może być chamska, złośliwa i wredna. Kocha muzykę. Jej wujek pracuje w branży muzycznej, dzięki niemu straciła lęk przed sceną, jest bardziej pewna siebie i poznała parę sławnych gwiazd, którzy jej zdaniem są próżni i bez rozumu. Uwielbia się śmiać, wygłupiać i bawić, ale umie być poważną, przyjedzie nawet z drugiego końca świata by pomóc najbliższej osobie.Lexi Harrison ( 19 l. ) - początkująca modelka. Uwielbia ciuchy i modę, imprezy i ludzi. Kryje się pod ochronną skorupą, bo nie chce by o jej przeszłości dowiedzieli się inni. Wiele przeżyła, aż w końcu wyrwała się z rodzinnego domu i poleciała do Londynu, spełniać marzenia. Pomimo złośliwego zachowania w środku jest czułą, troskliwą dziewczyną, którą świat nie wynagradzał. Szuka prawdziwej miłości, bo na poprzedniej się zawiodła. Nienawidzi kłamstw, chociaż sama często kłamie.
Paul Higgins ( 40 l. ) - wujek Alice. Pracuje w branży muzycznej. Kocha swoją siostrzenicę i rozpieszcza. Kobiety zmienia jak kameleon kolory, nie przepada za stałymi związkami. W głębi duszy czeka na "tą jedyną". Nie pozwala pracować Alison, gdy ona u niego przebywa, uważa, że to należy do obowiązków faceta. Oczywiście, Alice się sprzeciwia, ale nigdy nie wychodzi na swoje. Jest uparty i stanowczy, ale w środku to potulny miś.
One Direction - od lewej Niall Horan ( 20 l. ) , Zayn Malik ( 20 l. ) , Liam Payne ( 20 l. ) , Louis Tomlinson ( 22 l. ) i Harry Styles ( 19 l. ). Porąbani i zabawni, na nich zawsze można polegać.
Oraz ci mniej ważni, drugoplanowcy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


