"Alison"
- Pośpiesz się dziecie drogie! Nie mamy wieczności, a samolot na twój zacny tyłek nie będzie czekał! - krzyczał wujaszek z dołu.
- Już, już, nie gorączkuj się tak, mamy dużo czasu - zerknęłam na zegarek - O niebiosa! Pół godziny! - szybko wpakowałam byle jak reszte ciuchów do walizki i pognałam na dół. Pożegnanie z rodzinką, przytulas z bratem Jacob'em i galop sa samochodu. Potem 200 na godzinę, odprawa i już siedzę z wujkiem Paul'em w samolocie. Lecę z Toronto w Kanadzie do Londynu. Mój kochany wujek jest managerem ( Sorry, że przerywam lekturę, ale nie wiem czy pisze się manager, menager czy menadżer, wiec piszę według uznania xD ) idiotów, czyli gwiazd. Możecie uważać, że jestem surowa, albo coś w tym stylu, ale jakbyście poznali parę takich tepych gwiazduniek to przyznalibyśie mi rację. Kurczę, na zdjęciach wyorbieni na photo-shopie, a real to jak pół dupy zza krzaka! A zachowanie? Pożal się boże. Gdyby powiedzili coś mądrego, to chyba język by im się połamał, to by była bomba! Już widzę nagłówki"
"Szok! Mądre słowa z ust jakiejstam Katherine!"
Rozpoczęłaby się burza. Chyba przez miesiąc by o tym gadali.
- Musimy odebrać jeszcze z lotniska Lexi - poinformował mnie wujek, wytrącając z zamyślenia. Spojrzałam na niego. Co jak co, ale trzymał się nieźle. Krótkie czarne włosy, zielone oczy, szczupła, dość wysportowana sylwetka. Pomimo swoich 40 lat nie miał zmarszcek ani żadnych innych "mamicznych" oznaków starości. Chociaż tak uważałam, złośiłam go mówiąc na niego"staruszku" i waląc komentarze typu " Zaszalałes na starość" lub " W twoim wieku...". Nosił wygodne, modne ciuchy, omamiał laski o 20 lat młodsze i bum bum tss! Weekend i nowa dziewczyna! Cóż, na stare lata niech poszaleje... Czekaj, czekaj. Jaka Lexi?!
- He? - spojrzałam na Paul'a ( kazał mi mówić sobie po imieniu, by nie czuc się starym. Haha, dobre!) z typowym "WTF?" na twarzy. Zrobił facepalma.
- Aaa, no tak... Ty nic nie wiesz o Lexi...
- Bingo Einstein. Mam bić brawo?
- Oj już nie bądź taka sarkastyczna. Lexi to początkująca modelka, mam ją przyjąć chwilowa " pod swoje skrzydła" czyli pomieszka z nami, Rebecca mi poleciła.
- Nosz do jasnej ciasnej! czemu dowiaduje się wszytskiego po fakcie? I kim u licha jest ta Rebecca? - powoli sie irytowałam.
- Moja dziewczyna - oznajmił z dumą.
- Już nowa? Dopiero co była Monice!
- Nie pasowalismy do siebie.
- Gdzies to już słyszałam. Okey, fajnie, że informujesz mnie dopiero teraz WUJKU - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Błagam, tylko nie TymCzegoNieMożnaWymawiać.
- To jak Voldemorcie? Może dziadku? - wyszczerzyłam zęby w usmiechu.
- Paul, po prostu Paul!
- Za stary jesteś na zwracanie się do ciebie po imieniu wujaszku - droczyłam się z nim.
- Co za utrapienie z tymi dzieciakami! Matko Boska, ratuj - wzniósł oczy ku niebu. Zaśmiałam się i dałam mu sójkę w bok.
- Żartowałam staruszku. Wyluzuj - pokazałam mu język. Westchnął. Dałam mu spokój i postanowiłam zdrzemnąć. Obudził mnie krzykliwy głos - komunikat :
- Za dziesięć minut lądujemy, proszę zapiąc pasy!
No to teraz najgorsze. Lądowanie. Jak ja tego nienawidzę! Wysiadłam z ulgą z samolotu. Paul od razu zaczął poszukiwania modeleczki. Chyba naprawdę zależało mu na tej Rebecce! Znaleźliśmy Lexi z niezadowolona miną, wyglądała jakby kwas połknęła. Z mina księżniczki przywitała się z nami chłodno i wręczyła biednemu Paul'owi 3 wielkie, ciężke walizki i poszła przed siebie kręcac tyłkem z mała torebeczką, przewieszoną przez ramie. Tylko, żeby jej implanty nie wyleciały. Ruszyliśmy za nią, w kierunku postoju taksówek. Ja ledwo sobie radziłam ze swoimi 2 walizkami, a co dopiero Paul z bagażami Lexi! Jakoś doszliśmy i zamówiliśmy taxi. Wrzuciliśmy z ulgą walizki do bagaznika i usiedliśmy zadyszani w samochodzie. Po chwili stanęliśmy przed wielką villą z basenem. Wow - pomyślałam - Wujaszek zaszalał na starość! Lexi tten widok nie wzruszył. Przez całą drogę ani razu się nie uśmiechnęła. Jeju, chyba botoks jej sie wchłonął i zostanie z taka naburmuszoną miną na zawsze! Nie, żebym była złośliwa. Po prostu się martwię, jestem bardzo troskliwa. Taaa... Weszliśmy do wielkiego, kremowego salonu z ultranowoczesnymi gadżetami typu konsola do gier, kino domowe, maszyna do popcornu. Na górze z 10 pokoi, w każdym łazienka i wspólne wejście na balkon. Jedym słowem - zajebiście! Ale serio, nie wiem po co wujaszkowi taka wielka chata, skoro mieszkał w niej sam. Nie mam się do czego przyczepic, mi takie cos odpowiada i dobrze, że Paul kupił taką chałupkę! Dostałam ( o zgrozo! ) blado - różowy pokój z wielkim, miękkim łóżkiem z baldachimem i innymi takimi "barbiowatymi" rzeczami. Przy najbliższej okazji walnę trochę beżu, brązowy, coś wyrazistego, a nie "róż". Brr... Ohyda. Nie jestem żadną księzniczką, barbie, pustakiem ( i nie chodzi tu o cegło-podobne coś ) by się takim pokojem zachwycić. Rozpakowałam się i zeszłam na dół.
-------------------------------------------------------------------------------
Nie będzie prologu, bo po prostu nie mam pomysłu i nie chce mi się pisać xD Mam nadzieję, że się podobało :) Komentujcie, to bardzo podbudowuje na duchu ( jeśli jest coś miłego xD ).
Pozdrawiam,
Paula ;*
Będę jako pierwsza ! Świetny rozdział, czekam na nn <33
OdpowiedzUsuńCzekam na następny z niecierpliwością!!
OdpowiedzUsuńRodziałowelove =*
Zośka :3